Ford Mustang GT Fastback (S-code) 1967 – SPRZEDANY

Ford Mustang GT Fastback (S-code) to model, który w kultowym nadwoziu daje radość z potężnej mocy dostarczanej z jednostki typu big block, o godnej pojemności 6,4 l (390 cali sześciennych według amerykańskiej nomenklatury). 325 koni mechanicznych to jedynie o 10 mniej, niż oferował kultowy 428 Cobra Jet, a w zestawieniu z manulaną skrzynią biegów dać może mnóstwo radości. Jednostkę S-code montowano jedynie w latach 1967-69, jest to silnik z rodziny FE, który bazował na jednostce Thunderbida ’58 i z powodzeniem utrzymywał się w ofercie aż do lat 70-tych, napędzając niemal wszystko w koncernie, od pick-upów po zwyciężające w Le Mans Fordy GT40. Ten egzemplarz szczęśliwie zachowany został w fabrycznej specyfikacji, nie objęło go szaleństwo na upodabnianie się do kinowego Bullitta, a fabryczny czarny kolor (“raven black”) nie był spotykany często i z pewnością prezentuje się doskonale. Co ciekawe, mamy do czynienia z unikalnym egzemplarzem – jak pokazuje Marti Report, drugiego identycznie skonfigurowanego egzemplarza nie ma. Auto zostało gruntownie odrestaurowane, bez zważania na koszty, z wiernością dla fabrycznej specyfikacji. Wygląda jak spełnienie marzeń i z pewnością może nim być.

Ford Mustang Fastback GT 1967 390ci (S-code)
Rocznik: 1967
Pojemność: 6400 cm³ (390ci)
Rodzaj paliwa: benzyna
Skrzynia biegów: manualna
Moc: 325 KM

Ten Mustang imponuje nam z kilku powodów. Zacznijmy od specyfikacji w jakiej wyjechał z fabryki. To oryginalny Fastback z 1967 roku z silnikiem 390 ci i manualną czterobiegową skrzynią. Dodatkowo Raven Black to jeden z najrzadziej spotykanych kolorów w Mustangu. A wisienką na torcie jest statystyka Marti Report – tylko jeden taki Mustang opuścił fabrykę.

Drugi powód to ilość pracy jaka została przy nim wykonana. Ten Mustang miał dużo szczęścia, że trafił w ręce Łukasza. Odwalił on kawał dobrej roboty. Do Polski Fastback trafił jako duży projekt. Większy niż początkowo zakładano. Pochłonął tysiące godzin pracy Łukasza, który razem z kolegą tchnął w niego nowe życie i wszystko dobrze udokumentował. Do wglądu jest ponad 200 zdjęć z renowacji.

Trzeci to jakość wykonania. Na próżno szukać tu oszczędności. Rzadko kiedy widujemy tak dopieszczone auta. Podłoga jest cała nowa i została zabezpieczona polimerem. Wszystkie linie nadwozia idealnie się schodzą. Lakier (Novol Classic) jest czysty jak lustro. Czarne wnętrze Deluxe jest całe nowe. Ma wszystkie opcje wyposażenia, które powinien mieć komfortowy klasyk: klimatyzację, wspomaganie kierownicy, wspomaganie tarczowych hamulców (przód i tył), nowoczesne radio, środkową dolną konsolę, trzypunktowe pasy bezpieczeństwa. Dzięki stabilizatorom z przodu oraz z tyłu jeździ się nim o dużo stabilniej. Nie będziemy rozpisywać o nowych częściach, bo nie starczyłoby miejsca (są zachowane rachunki).

Czwarty to napęd. Wszystko jest albo po kapitalnym remoncie, albo nowe. Zacznijmy od silnika. Z zewnątrz widzimy oryginalny blok 390ci, ale zaglądając w rachunki widać, że Mustang dostał Stroker Kit, dzięki któremu jego pojemność skoczyła do 447ci (7,3l). Głowice, kolektor dolotowy, gaźnik, rozrząd oraz wałek rozrządu są ze sportowego pakietu Edelbrocka (link). Oryginalna manualna czterobiegowa skrzynia została odbudowana od podstaw. Napęd przenosi aluminiowy wał Inland Empire. Na koła moc i moment przenosi mocniejszy dyferencjał – Curie 9″ Traction Lock 3.50 (oryginalny nie dał rady). Dzięki dłuższym kolektorom wydechowym z ceramiczną powłoką oraz dwu i pół calowym wydechem Magnaflow z kwasówki ten Mustang brzmi rewelacyjnie. Sam posłuchaj:

Piąty to zachowany oryginalny sznyt. Mustang jeździ dużo lepiej od oryginału, ale na próżno tu szukać kubełkowych foteli, elektronicznego prędkościomierza, sportowej kierownicy, spojlerów albo płomieni na błotnikach. Wygląda oryginalnie – tak jak 50 lat temu.

Wszystko co opisaliśmy to tylko streszczenie dwuletniej pracy Łukasza. Teraz dzięki niemu Ty możesz przekręcić kluczyk i się nim w pełni cieszyć. Decyzja oddania Mustanga w inne ręce jest podyktowana dwoma powodami. Pierwszy to kilka innych samochodów, które ma w kolekcji (przed chwilą skończył projekt świetnego Thunderbirda ’65 z 390-tką). Drugi to jest na razie na etapie planowania, ale mocno kusi wizja prawdziwego Shelby’ego.

Poniżej kilka zdjęć z renowacji: