Komfort Trans – przygoda, która przerodziła się w sukces

Historia wielu fascynatów motoryzacji zaczyna się podobnie, czyli od pierwszego skromnego samochodu, który wymarzyli sobie, uzbierali na niego pieniądze albo otrzymali w prezencie. Pod tym względem historia naszego bohatera wpisuje się w kanon, lecz jej rozwój prezentuje się nad wyraz imponująco. Poznajcie Tomka, właściciela Komfort Trans.

12 lat temu warunki w Polsce były jakie były – jednym trudniej, innym łatwiej przychodziło zarabianie pieniędzy. Wtedy nikt w naszym kraju nie myślał jeszcze o tym, że stary rzęch będzie kiedykolwiek czymś więcej niż tanim środkiem lokomocji. Tomasz też nie, szczególne gdy zaraz po zdaniu prawa jazdy, kolega polecił jako pierwszy samochód rozklekotaną 190-tkę w dieslu, składaka. Samochód w opłakanym stanie na pierwszy własny pojazd nadaje się idealnie, ponieważ można nim doskonalić technikę do woli, nie zważając na obtarcia czy inne uszkodzenia karoserii. Jednak ten pomimo beznadziejnego stanu, zaszczepił coś więcej. Po roku wprawek Tomek zaczął szukać kolejnego auta, pozostając wierny gamie samochodów niemieckiej marki nabył kolejnego diesla, tym razem 250-tkę. Ten samochód w idealnym stanie do dziś jeździ w rodzinnej miejscowości naszego bohatera. I tak z prostej potrzeby spróbowania czegoś nowego, skoczenia o level wyżej i sprawdzenia czy faktycznie 500-tką jeździ się lepiej niż 300-tką, Tomek zmieniał samochody co pół roku. Ogromną przyjemność sprawiało mu także doprowadzanie ich do stanu lepszego niż zastany, a i dzięki temu sprzedaż ich nie stanowiła problemu.

– “Niestety Urząd Skarbowy nie był tak optymistycznie nastawiony do mojej pasji 🙂 Pewnego dnia do moich drzwi zapukała kontrola, która miała sprawdzić, dlaczego tak regularnie obracam samochodami. To oni uświadomili mi, że jeżeli z taką częstotliwością będę operował pojazdami, lepiej żebym założył firmę.”

W taki oto nietypowy sposób Urząd Skarbowy przyczynił się do przemiany pasji w poważny biznes. Być może gdyby nie te dwa czynniki (ciekawość pasjonata i skarbówka), Tomek nigdy nie zająłby się na poważnie sprzedażą klasyków i dziś nie byłoby można pozazdrościć mu tak owocnego realizowania się w pasji sprzed lat. W ciągu lat kupując i sprzedając kolejne swoje samochody, Tomek doszedł do wniosku, że to całkiem niezłe zajęcie, które pociągało go bardziej niż dotychczasowa praca w logistyce. Wziął odłożone pieniądze i z rozpędu pojechał kupić tym razem trzy Mercedesy. Oczywiście jak to się mówi: emocje nie są najlepszym doradcą, samochody nie sprawdzone należycie ujawniły swoje niedoskonałości, a nasz bohater stracił włożone w samochody pieniądze. Jednak nie poddał się, tylko wyciągnął wnioski. Dziś z niezwykłą dbałością o detale dobiera samochody do swojej oferty. A jak wygląda jego firma dziś?

– “Łącznie przez ostatnie 10 lat obróciłem około 450 samochodami z tendencją wzrostową. Zaczynałem od 1-2 samochodów rocznie bardziej dla przyjemności, niż biznesowo, aby w 2015 roku sprzedać ich 60, a w 2016 90 sztuk. Dodam, że w tych ostatnich latach posiadałem w aktualnej ofercie nie więcej niż 15-20 wyselekcjonowanych samochodów, co oznacza że w ciągu jednego roku bufor zmieniał się kilkukrotnie… skoro sprzedałem 90 sztuk, musiałem też 90 kupić, co daje około 180 transakcji w ciągu roku, czyli średnio jedna transakcja co drugi dzień.”

Trzeba przyznać, że to całkiem pokaźny wynik jak na prawie jednoosobową firmę. Tomek we współpracy z Rafałem, właścicielem serwisu samochodowego, w którym Tomek również serwisuje samochody klientów, pokonał ponad 200 tysięcy kilometrów w zaledwie dwa lata! I w dalszym ciągu, chociaż już nie tak często jak kiedyś, jeździ z Rafałem by wyszukiwać piękne okazy samochodów za granicami kraju.

– “Kluczem do osiągnięcia takich wyników sprzedaży jest wieloletnia praca i rzetelność, która pozwoliła mi pozyskać wielu stałych klientów w całej Polsce. Są nawet tacy, którzy kupili już po kilkanaście samochodów. Zdarza się również, że po czasie odkupuję je od nich z powrotem :). Coraz więcej pozytywnych opinii pozwala również zdobyć zaufanie nowych klientów, którzy potrafią dostrzec najlepszy stosunek ceny do jakości.”

Tomek dalej zakochany w Mercedesach nie ogranicza się jednak do nich.
– “Przez te 10 lat najwięcej sprowadziłem Mercedesów serii W124, to jest około 130 egzemplarzy. To właśnie W124 pozwolił mi się rozwinąć i “nauczyć” Mercedesa, aby później sięgać po bardziej ekskluzywne modele tej marki, które obecnie także posiadam w ofercie. Właśnie dlatego “124” jest elementem mojego logo :)”

W portfolio Komfort Trans znajdziemy pokaźną flotę stuttgarckich klasyków, a tuż obok nich równie komfortowe Lexusy czy perełkę kolekcji: BMW z przebiegiem 248 km w stanie fabrycznym!

– “Pod koniec 2015 roku postanowiłem spróbować nowej marki: Lexus! Co okazało się strzałem w dziesiątkę. Zaryzykowałem i kupiłem wówczas najdroższy egzemplarz LS 400 jaki był ogłoszony na znanym niemieckim portalu. Samochód w stanie SALONOWYM z przebiegiem 70000 km, którego przez rok czasu nikt nie chciał tam kupić! Od tego momentu sprowadziłem już kilkadziesiąt różnych modeli Lexusa, zarażając tym samym konkurencję ;)”

To wspaniały początek przygody, nauka i poszukiwanie ciekawych kąsków, mogące dorównać poszukiwaniu ukrytych skarbów. Ale nie zawsze jest tylko tak wspaniale i różowo.

– “Niestety w Polsce nadal łatwiej jest sprzedać samochód… tańszy. Wszyscy przecież szukają “okazji” (ja również 🙂 ), co notorycznie wykorzystują “handlarze”. To bardzo utrudnia utrzymanie wysokiego poziomu i napędza wszechobecnych malkontentów. Niestety dobry samochód musi kosztować, a każdy musi się tego nauczyć na własnej skórze. Mój ulubiony dowcip z tym związany: Przychodzi klient na plac i mówi: Sprowadź mi Pan dobry i tani samochód, na co sprzedawca: a na co Panu dwa? :)”
Tomek nie traci jednak nigdy humoru i żartuje: „Jaki jest zatem najlepszy samochód? SPRZEDANY! :)”

Jeżeli zaciekawiły Was samochody oraz ich właściciel, serdecznie zapraszamy do Zdzieszowic koło Opola, gdzie przekonacie się na własne oczy, jak pasjonat przekuwa hobby w pracę marzeń 😉