Range Rover Classic 1990 – SPRZEDANY

Range Rover Classic to pierwsza, kultowa odmiana wielozadaniowego samochodu, który można uznawać za prekursora dzisiejszych SUVów. Z tym, że nie był to de facto samochód do miasta i dobrego wywierania wrażenia i presji na innych użytkownikach drogi, a po prostu samochód terenowy, który gwarantował odpowiedni komfort na drodze. Sprawdzał się wszędzie tam, gdzie istniała potrzeba poruszania się poza utartymi szlakami. Prosty w kształtach i pozbawiony niepotrzebnych ozdobników, stał się doskonałym przykładem piękna wzornictwa przemysłowego. Produkowany od 1970 do 1996 roku, początkowo występował wyłącznie w 3-drzwiowej wersji i z benzynowym silnikiem V8. Oczekiwania klientów sprawiły, że od 1981 roku można było nabyć w salonie również wersję pięciodrzwiową, a od 1986 roku – również z włoskim silnikiem wysokoprężnym VM Motori o pojemności 2,4 l, powiększonym w 1990 roku do 2,5 l. Choć początkowo brytyjska prasa nie była łaskawa dla tych konstrukcji, zarzucając im brak dynamiki w zestawieniu z benzynowymi V8, auto obroniło swoją wartość, bijąc 12 światowych rekordów prędkości (w kategorii SUV z silnikiem Diesla), w tym przyspieszenia 0-160 km/h i najdłuższego dystansu przejechanego w 24h. Dziś większość z tych samochodów ma za sobą ciężkie życie, ale ten zdecydowanie wyróżnia się na rynku. Dzięki temu, że był używany sporadycznie i tylko w formie miejskiego samochodu, wygląda niemal jak nowy.

Range Rover Classic Turbo D
Rocznik: 1990
Przebieg: 53100 km
Pojemność: 2496 cm³
Rodzaj paliwa: diesel
Skrzynia biegów: manualna
Moc: 119 KM

Sprzedaję z bólem swojego Range Rover Classic z 1990 roku, wyposażonego w silnik VM 2.5 diesel, który nie był wykorzystywany w terenie i pełnił dla pierwszego właściciela wyjątkowo nietypową dla tej konfiguracji rolę auta miejskiego (i na szczęście nie będącego jedynym w rodzinie). Fakt ten wraz z pochodzeniem ze sprzyjających klimatycznie Włoch, gdzie został zakupiony osobiście, ma przełożenie na stan blacharski, który jest tutaj mocno ponadprzeciętny.

Nie występują tu żadne dziury od rdzy ani nawet żadne większe jej ogniska, a jedynie punkty, w mocno ograniczonej ilości. Pierwotny plan zakładał doprowadzenie królewskiego wozu do stanu konkursowego, jest to jednak mój pierwszy Land Rover, co ma wpływ na tempo załatwiania spraw i z powodu zdecydowanego nadmiaru obowiązków niemotoryzacyjnych pojawiła się decyzja o przekazaniu projektu w dobre ręce.

Istotnymi atutami są, poza stanem nadwozia:
– jeździ świetnie i jest mechanicznie doinwestowany; silnik pracuje prawidłowo, bez wahań obrotów (wzorowo na tyle, ile może wielki Range z motorem o takiej mocy oczywiście 😉 Jest to zasługa m.in faktu, że prace przy silniku zostały już przeze mnie zlecone i dokonane – eliminacja wycieków, montaż nowych oryginalnych uszczelnień silnika etc. – tak więc nabywca ma duży problem z głowy,
– kompletnie odrestaurowane zostały felgi, w zgodzie z oryginalną konfiguracją green on green, wraz z polerowaniem rantów,
– założony został komplet nowych opon całosezonowych dedykowanych dla modelu,
– świeżo zamontowane dwa nowe akumulatory,
– elektronika (otwierany elektrycznie dach, szyby itp.) działa bez zarzutów.

Poważnych wad w zasadzie nie ma, jest za to lista tematów estetycznych do wykonania z pierwotnego planu, to znaczy – żeby posiadać jeden z lepszych egzemplarzy RR Classic w dieslu w Europie należy jeszcze:
– usunąć wgniotki, najlepiej metodą bez lakierowania, z których dwie są relatywnie większe i od razu widoczne oraz kilka mniejszych, gradowych,
– pęknięcie plastiku na oryginalnym elemencie obramowania przodu,
– niektórzy spotkani miłośnicy marki twierdzili, że wypadałoby pomalować podwozie na czarno w zgodzie ze stanem fabrycznym,
– zamontować gumowe wygłuszenie silnika, kod części STC3326, którego szukałem długo z uporem maniaka,
– lekki detailing – polerowanie, czyszczenie uszczelnień,
– zakupić oraz zamontować tylną listwę, usuwając wcześniej punkciki rdzy na dolnej części klapy,
– wymontować fotele i pomalować proszkowo mocowania foteli żeby nie było na nich elementów rdzy,
– nowe śruby / cynkowanie śrub (przy elementach pod maską) bieżących będzie miłym akcentem dopełniającym efekt

Dużo pracy? Mało? Dla mnie obecnie, przy konieczności poświęcania czasu firmie i rodzinie, niestety za dużo.
Po prostu jeździć i cieszyć się można od razu, bez inwestycji, a pomimo legendarnej awaryjności modelu na prawdę potrafi dać dużo frajdy już samą obecnością.
Pozdrawiam wszystkich lubiących niestandardowe rozwiązania.