Volvo 340 1986 – SPRZEDANE

Volvo 340 to projekt Giovanni Michelotti’ego, zamówiony jeszcze w holenderskiej fabryce DAF, której większościowym udziałowcem stało się Volvo w 1974 roku. Wyposażone w kontrolowane strefy zgniotu i napęd na tylne koła ze skrzynią biegów przy tylnej osi, gwarantowało zdecydowanie wyższe bezpieczeństwo czynne i bierne, niż cała ówczesna konkurencja. Debiutowało w 1976 roku jako model 343, do którego później dołączyło pięciodrzwiowe 345. W ogłoszeniu najlżejsza z dostępnych wersji nadwoziowych – ta trzydrzwiowa, z podstawowym i wytrzymałym silnikiem 1,4 l pochodzącym z Renault. Można je kupić w cenie średniej klasy roweru, lecz zimą z pewnością z pewnością sprawi o wiele więcej radości.

Volvo 340
Rocznik: 1986
Przebieg: 278055 km
Pojemność: 1397 cm³
Rodzaj paliwa: benzyna
Skrzynia biegów: manualna
Moc: 71 KM

Wyposażenie:
– oryginalne felgi,
– oryginalny zestaw koła zapasowego (lewarek, klucz, koło),
– radio CD nieoryginalne,
– zamek centralny.

Szwed do Bałtyku gonił, ale biletu na prom nie miał 😉

Na poważnie, ale nadal nie grobowo:
Volvo 340, trzydrzwiowy projekt Giovanniego Michelottiego.
Rzadki, niedoceniany model, wyróżniający się “krokodylowym” kształtem.
Na zlotach Volvo nie ginie w tłumie kombiaków.
Cieszy styl, napęd na tył, dobre rozłożenie masy (skrzynie z tyłu, na tyle też ciekawy De Dion).
Choć nie za wiele kucyków, to Volvinka jest atletyczna, wiele koniki dźwigać nie muszą.

Samochód został odkupiony przez mojego wujka od młodego człowieka z okolic Poznania, który użytkował go po starszym członku rodziny – pierwszym właścicielu.
Opowieści.

Teraz fakty.
Kupiłem od wujka w roku 2014.
Volvo miało instalacje gazową, nie jeździło na benzynie.
Instalacja LPG została usunięta (zostały po niej mało znaczące niedobitki, butli itp. nie ma), gaźnik został oddany do regeneracji, pompa paliwa i przewody paliwowe zostały wymienione, bak oczyszczony.
Voilà – w efekcie śmiga na benzynce aż miło.
Zabezpieczono samochód przed korozją – trzyma się naprawdę nieźle, wymieniono oleje i filtry.
Zmieniona została tarcza sprzęgła – trochę się na starej ślizgało.
Rdza żarła podszybie, zostało to oddane na odrdzewienie, szpachlowanie i malowanie.
Przy okazji zmieniono szybę na nową.
Średnio to wyszło, majstry dobrały słaby kolor, w rogu szyby jest pęknięcie – aczkolwiek przegląd techniczny z tym pęknięciem mi zaliczono.
Lewy przedni błotnik miał na rancie wgniecenie od przygody parkingowej – odrdzewiłem, zabezpieczyłem epoksydą, pomalowałem – lepiej niż majstry, kolor w mieszalni dobrano precyzyjnie.
Inne odpryski lakieru tak samo potraktowałem, co by ruda nie wyszła.
Jakieś miejsca z rudą oczywiście są nadal, m.in. przy tylnej tablicy rejestracyjnej.
Zawieszenie przednie jest średnie – luzów na szarpakach nie było, ale amortyzatory pamiętają jeszcze fabrykę z 86′.
Miękko, czasem zbyt.
Tył ma się dobrze.
Zmienione przewody wysokiego napięcia, kopułka.
Na prawym tylnym błotniku ktoś coś czarował – pęka tam lakier i uszkodzono ozdobny paseczek.
Siłowniki w bagażniku słabe.
Zegary były zmieniane, niestety ukręciła się linka i uciekło podświetlenie.
Radio nieoryginalne gra całkiem znośnie.
Głośniki są zamocowane… nie w przewierconej desce bagażnika! Hura!
Nieoryginalne wygłuszenie pod tapicerką.
Oryginalne miało zbyt “stary” zapach.
Ostatni odcinek układu wydechowego wymieniony.
Opony całoroczne, z bieżnikiem.
Hamulce mają się dobrze.

Do brzegu.
Samochód jeździ i ma się dobrze, można sprawić by miał się lepiej. OC i przegląd jest.
Wnętrze jak i ogół – choć nie nowe, to dbane i cieszy, niczym ta jasna podsufitka.
Moda na klasyki ma się dobrze – i dobrze!
Dostępnych egzemplarzy jest niewiele, ceny od 3 tysięcy do nawet 17 tysięcy.
Trzydrzwiowe to biały kruk – bo i na co komu tych drzwi więcej.
Liczy się kierowca.