GMC Safari Ultra 1996 – SPRZEDANE

GMC Safari czyli bliźniak modelu Chevrolet Astro, nazywany był przez producenta midivan, gdyż ciężko było użyć przy jego obszernym wnętrzu przedrostka mini. Ten niezwykle praktyczny i przestronny samochód swoją premierę miał w 1985 roku, a w produkcji utrzymał się do roku 2005. Egzemplarz wystawiony na sprzedaż to przedstawiciel drugiej generacji, którego potencjał wykorzystała firma The American Road, przerabiając samochód na salonkę w prawdziwie amerykańskim stylu. W jego wnętrzu nie znajdziemy tony plastiku, a drewno, welur i skórzaną tapicerkę. Pod jego maską kryje się 4.3-litrowe OHV V-6, a rocznik 1996 wskazuje, że jest to wersja poliftowa z lepiej wyciszoną komorą silnika, aluminiową miską olejową i większą przestrzenią na nogi dla kierowcy i pasażera z przodu. Benzyna, tylny napęd, automatyczna skrzynia biegów i 200 KM brzmiało by znakomicie w sedanie czy coupe, ale sprawdza się znakomicie i w tym pojeździe. W trasie nie pali dużo, idealnie nadając się do podróży po całej Europie, a kto wie, może i dalej.

GMC Safari Ultra
Rocznik: 1996
Przebieg: 130000 km
Pojemność: 4300 cm³
Rodzaj paliwa: benzyna
Skrzynia biegów: automatyczna
Moc: 200 KM

Wyposażenie:
– klimatyzacja,
– skórzana tapicerka,
– elektryczne szyby,
– hak

Ogłoszenie dotyczy sprzedaży mojego prywatnego samochodu, jakim jest GMC Safari, po kompleksowej konwersji na tzw. „salonkę” przez firmę The American Road na wersję ULTRA. GMC – amerykańskie przedsiębiorstwo należące do koncernu General Motors, do 1996 pełna nazwa brzmiała GMC Truck i takie też oznaczenia nosi moje auto.

GMC został na moje zamówienie sprowadzony około 5 lat temu z Japonii. Jest to rocznik 1996. Przebieg – zaledwie około 81 000 mil. Pojemność silnika – 4,3 litra benzyna. Napęd tylny. Skrzynia biegów oczywiście automatyczna, o rzeczach takich jak klimatyzacja, elektryczne szyby czy lusterka raczej nie trzeba wspominać.

Konwersja na salonkę wygląda w następujący sposób – auto od razu po wyjeździe z salonu jedzie do firmy The American Road, gdzie jest kompleksowo modyfikowane. W przypadku mojego auta modyfikacje zostały wykonane w „najwyższej opcji” i obejmują między innymi:
– podwyższenie dachu,
– komplet nowych zderzaków oraz nakładek progowych,
– ozdobne malowane pasy wokół całej karoserii,
– tylne boczne okna większe niż fabryczne, wyposażone w odsuwane szyby oraz moskitiery,
– dodatki takie jak osłona koła zapasowego z logo firmy czy polerowana drabinka, w której szczeblach są zabudowane dodatkowe światła stopu – super efekt w nocy,
– w środku zupełnie nowe fotele – szerokie, bardzo wygodne, z szarej skóry,
– fotele drugiego rzędu obrotowe,
– jako trzeci rząd – kanapa z funkcją rozkładania jako łóżko oraz przesuwania przód/tył – wszystko oczywiście sterowane elektrycznie. Kanapę można bardzo szybko zdemontować (4 śruby) i wtedy uzyskujemy ogromny bagażnik przy zachowaniu 4 wygodnych foteli,
– masa lakierowanego drewna, grube dywany podłogowe, sufit obity miękkim szarym welurem,
– bardzo dużo dodatkowych żaróweczek w suficie i na drzwiach,
– w podwyższanym suficie zabudowany oryginalny telewizor oraz magnetowid Audiovox, jest też zupełnie nowy pilot do tego zestawu oraz sporo schowków za drewnianymi roletami,
– dla pasażerów z tyłu dostępna regulacja kanapy, gniazda mini-jack do podłączania słuchawek, dźwięk z telewizora może lecieć niezależnie od radia,
– kilkanaście głośników za drewnianymi maskownicami,
– nawiewy sufitowe dla każdego pasażera,
– podwójna klimatyzacja – dla pasażerów z tyłu z mocnym nawiewem w tylnej części auta,
– na każdym oknie welurowe zasłony + żaluzje całkowicie zasłaniające szyby,
– w bagażniku drewniany wieszak na ubrania oraz zabudowany fabryczny odkurzacz.

GMC Safari jest właściwie bliźniaczym samochodem z Chevroletem Astro, jednak GMC jest samochodem dużo rzadszym. Silnik 4.3 Vortec występował w wielu autach Chevroleta i GMC, stąd też nie ma problemu z zakupem części – odnosi się to także do zawieszenia czy karoserii, z wyłączeniem przodu, bo ten w GMC jest inny niż w Astro.

Auto zostało zakupione jako środek transportu na wyjazdy wakacyjne na południe Europy – Włochy, Francja, Chorwacja. Doskonale sprawdza się jako auto, które wygodnie, w ciszy, posiadając duży zapas mocy jest w stanie autostradami przetransportować kilka osób do hotelu na drugi koniec Europy, zadowalając się przy tym bardzo niewielką ilością benzyny – około 10-12 l / 100 km w trasie autostradowej.

Po zakupie GMC przeszło kompleksowy serwis mechaniczny, a także kilka usprawnień, aby doskonale sprawdzało się jako auto na wyjazdy:
– standardowa wymiana wszystkich płynów, olejów, filtrów, robiona w sumie co roku,
– nowe świece, aparat zapłonowy, kable,
– nowa pompa paliwa i pływak,
– wymiana wszystkich amortyzatorów, tarcz hamulcowych, klocków,
– wymiana wielu pozostałych części zawieszenia, których już nie jestem w stanie nawet spamiętać,
– konserwacja podwozia oraz wszystkich profili zamkniętych,
– dołożenie chłodnicy oleju w skrzyni biegów – wada amerykańskich samochodów to brak takiej chłodnicy, co skutkuje zbyt wysoką temperaturą oleju w skrzyni biegów podczas jazdy autostradowej,
– serwis mechaniczny skrzyni biegów – wymiana elektrozaworów sterujących,
– dostosowanie oświetlenia do warunków europejskich,
– wszystkie lampy wymienione na nowe, posiadające oznaczenie E13 – homologacja europejska. Przednie lampy clear, oświetlenie diodowe, światła mijania na żarówkach Narva imitujących ksenony. Tylne lampy również clear, pomarańczowe kierunkowskazy. Dodatkowo w zderzaku tylnym zamontowane diodowe światło przeciwmgielne oraz diodowe światło cofania,
– dołożenie haka – demontowalny,
– na tylnej osi, w resorach dołożona pneumatyka – profesjonalny, dedykowany do modelu zestaw firmy Air Lift na porządnych miechach Firestone (nie żadne pompowane amortyzatory), w bagażniku oryginalny kompresor GM do regulacji. Dzięki temu bez względu na stopień załadowania auta czy też ciągnięcie przyczepy auto trzyma poziom zawieszenia – idealnie sprawdziło się, gdy zabrałem do Chorwacji przyczepę z motocyklami,
– sportowy filtr powietrza K&N,
– wysokiej klasy stacja multimedialna Alpine – dotykowy wyświetlacz, otwierany ekran, aux, kamera cofania,
– rok temu zakupione nowe opony z białymi napisami,
– zamontowane w Japonii polerowane felgi Rage.

Przez te kilka lat w auto zostało zainwestowane lekko licząc 20000 zł. Proszę nie dać sobie wmówić, że auta sprowadzane z Japonii zawsze są w idealnym stanie mechanicznym. Dużym plusem tych aut są znikome przebiegi, co za tym idzie idealnie zachowane wnętrze czy zupełna bezwypadkowość. Czas jednak robi swoje, auto nawet nie jeżdżąc starzeje się, a Japończycy niestety wcale nie są takimi pedantami jeśli chodzi o utrzymanie samochodów w idealnym stanie technicznym. Normalnym jest więc, że w ponad 20-letnim samochodzie sprowadzonym z Japonii należy przeprowadzić kompletny serwis zawieszenia, silnika, usunąć jakieś wycieki, założyć nowe opony. Do tego dochodzi przystosowanie samochodu do europejskich przepisów.

Mój samochód jest w stanie bardzo dobrym, zarówno mechanicznie, jak i optycznie. Nawet dziś można śmiało ruszać nim na drugi koniec Europy, gdzie dojedzie tylko z przerwami na tankowanie. Ponadto jest to najwyższa opcja jeśli chodzi o przeróbkę na salonkę – podwyższany dach, powiększane tylne okna, skórzana tapicerka, dużo drewna i oświetlenia w środku. Inne salonki bywają tańsze, ale nie są to GMC i nie są po najbogatszej konwersji.