Pamiętacie Włoską wyprawę po białe złoto? Przy okazji tej eskapady dogadaliśmy od razu, na miejscu jeszcze jeden samochód, który przykuł naszą uwagę. Z garażu Marco porwaliśmy uroczą szarą myszkę – Alfa Romeo Giulia Nuova. Jednak zabranie jej do domu było o wiele większym wyzwaniem niż Fiata 132!
Z okolic Neapolu, przez Concorso Eleganza Villa d’Este, aż do Poznania! Taki był plan! Przed nami było prawie 3000 kilometrów trasy. Jeżeli chcecie dowiedzieć się czy obyło się bez problemów, zapraszamy do przeczytania.
Najważniejsze to mieć plan
Plan był prosty: samolotem do Bari, stamtąd odebrał nas Marco i Alfą Romeo Stelvio śmignęliśmy do Greci – miejscowości w regionie Kampania, w prowincji Avellino. Po dotarciu na miejsce ponownie przywitaliśmy się z już naszą Giulią Nuovą. Założyliśmy tranzytowe blachy, i od razu mogliśmy nią oficjalnie wyjechać na drogi, po raz pierwszy od lat 80. Marco, który nam ją sprzedał, sam miał okazję po raz pierwszy przekonać się, jak ona jeździ. Po jego minie widać było, że zdecydowanie żałował decyzji o sprzedaży. Ale spokojnie, Marco został z projektem – ma jeszcze drugą, nie tak oryginalną Giulię, której zaszczepił 2.0, szperę i będzie upalać. Poza Giulią w jego garażu jest jeszcze 1750 GTV, Alfetta 1.8, 75 2.0, Spider z Busso i Delta HF Integrale. Płakać nie będzie. Giulia w rękach Marco była kilka lat, na administracyjną decyzję o ponownej rejestracji czekał ponad rok i się nie doczekał. Jeżeli narzekacie na polską biurokrację – uwierzcie, Włosi z tym mają gorzej.
To, że wsiedliśmy w Giulię i zdecydowaliśmy się na taką podróż nie było przypadkiem. Marco, Włoch który większość życia spędził w Londynie, i od którego wcześniej mieliśmy szczęście kupić również naszego Fiata 132, ożywił ją. Wszystkie uszczelnienia, opony, wydech, bak paliwa, elektryka, hamulce – wszystko to zostało ogarnięte i auto zostało przygotowane do drogi. Przynajmniej teoretycznie, bo Marco nie miał możliwości sprawdzenia auta dalej, jak za swoim podwórkiem. Za podróżowanie niezarejestrowanym autem we Włoszech ponoć grozi nawet konfiskata samochodu. Przyjeżdżając do Marco z tablicami, na których auto w końcu mogło pojeździć, zarezerwowaliśmy sobie na dwa dni na przejażdżki i testy w okolicy. Piękne są to miejsca, więc i pamiątka jest piękna!
Nuova Super 1300
Alfa Romeo Giulia Nuova Super 1300 to jej pełna nazwa. To rocznik 1975 i ostatnia z kultowych Julek. Jedyna, która w tej wersji otrzymała zagłówki i drewno na desce. Poza tym ma zmienioną, czarną atrapę chłodnicy, maskę bez przetłoczeń, i jeszcze parę pomniejszych, nowych detali. Co ważne, jest to wciąż niezwykle gorąca Włoszka, czyli zasilana oryginalnie podwójnymi gaźnikami, 90-konna, dzika.
Ten egzemplarz jest zadbany, zdrowy i ma świetne zestawienie kolorów. Ogromnym atutem tego egzemplarza jest oryginalność jego blacharki. Kilka elementów ma przelakierowanych, ale jest niezwykle oryginalna blacharsko. Wewnątrz nadkoli czy na progach wciąż można dostrzec oryginalne, fabryczne zgrzewy, co w przypadku włoskich aut z tego okresu jest ogromną rzadkością.
Czas ruszać
Zrobiliśmy Giulią po okolicy Greci ponad 100 km. Przy okazji poznaliśmy mechanika, który przywracał ją do życia i użytku. Zrobił genialną robotę, bo Alfa jeździ świetnie. Jest mega zwarta, układ kierowniczy i sprzęgło chodzą tu tak lekko, że wprost trudno uwierzyć, że nie ma wspomagania. Jesteśmy pełni podziwu i w sumie nie spodziewaliśmy się, że 150 kg mniej – zestawiając z masą naszej 1750 Berliny – robi tak ogromną różnicę dla zachowania tego auta na drodze. Przed wyjazdem ustawiliśmy zbieżność, zrobiliśmy jeszcze drobną korektę w ustawieniu zapłonu i gaźników. Efekt jest naprawdę świetny i naprawdę wierzymy, że Alfa da radę wrócić z nami do Polski. Choć to 1300, jeździ naprawdę rasowo. Ma w sobie lekkość i w górskim terenie sprawuje się wyśmienicie.
Z Greci wyjechaliśmy bez pośpiechu, bo zapasu czasu do Concorso mieliśmy sporo. Pierwszy przystanek zrobiliśmy sobie w magicznej Numanie nad brzegiem Adriatyku. Miło jest w takim pędzie znaleźć odrobinę czasu, aby posłuchać szumu fal, które rozbijają się na kamienistej plaży, tuż pod białymi klifami. Obszar ten nazywa się Riviera del Conero. Położony jest na południe od Ankony, a kończy się właśnie na w miejscowości Numana. Alfeczka i tam wzbudzała zainteresowanie, pasując do wąskich, nadmorskich uliczek wręcz idealnie, a i zdjęcie z turkusowymi wodami Adriatyku na pamiątkę dostała.
W drodze nad Como postanowiliśmy zahaczyć o San Marino, ale nie w celach turystycznych. Nasz znajomy z Pesaro, Federico, polecił nam sklep z oryginalnymi częściami zamiennymi do Alfa Romeo. Nuvolari okazało się miejscem idealnym, zakupiliśmy tam podstawy, które w razie potrzeby moglibyśmy sami wymienić w trasie. Obiad zjedliśmy całkiem niedaleko, w polecanej również przez Fede, Ristorante Casa Zanni w Villa Verucchio. To klasyczna, oldschoolowa restauracja z prawdziwie lokalnymi daniami, przystępnymi cenami i tradycją sięgającą 1919 roku.
Trasa nad Como pozwoliła nam poznać Giulię przy wysokich autostradowych prędkościach. Nuova jak na swoje lata odznacza się sporym komfortem i da się w niej swobodnie rozmawiać, nawet gdy pędzi się z prędkościami przekraczającymi 120 km/h. Mimo, że obroty dochodziły chwilami do 5000 obr./min, praca jej silnika jest cicha i przyjemna dla ucha. Alfa sound. To określenie nie powstało bez powodu.
Korki podczas Concorso sprawiły że mysza dostała trochę wolnego i mogła odpocząć. Ale nie daliśmy jej tak stać w garażu poziemnym. Odwiedziliśmy znajomych, którzy również przybyli na Concorso, ale samolotem, i wynajmowali urocze mieszkanie z pięknym widokiem na jezioro w Cernobbio. Przy tej okazji okazało się, ze do bagażnika Giulii wchodzą nie tylko bagaże, narzędzia, czy części zamienne, ale i skrzynka lokalnego wina.
Przydrożne atrakcje
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy po drodze nie odwiedzili jakiegoś motoryzacyjnego miejsca, które było na naszej liście. Tym razem trafiliśmy do Deutsches Fahrzeugmuseum – Fichtelberg.
Nie jest to muzeum takiego tylu, jak wielkich marek, jak Audi, Porsche czy Mercedes. Wchodząc na ekspozycję czujesz się trochę jakbyś grał w podchody… z mapą i żetonami do różnych budynków, do których musisz dotrzeć. Oprócz nas muzeum zwiedzało może z 5 osób, więc warunki do podziwiania były super. Gorzej tym razem było w udanymi zdjęciami, bo napchane samochodami, motocyklami, rowerami i innymi eksponatami przestrzenie były po prostu trudne. „Pod wiatką” można tam podziwiać samoloty, pojazdy opancerzone, silniki i mnóstwo innych militarnych i nie tylko ustrojstw, które najzwyczajniej w świecie nie mieszczą się pod dachem.
Dla nas najważniejsza była chyba ostatnia lokalizacja w hali nr 3. To właśnie tam rządzi Iso! Od skuterów i motocykli, przez skutery śnieżne, aż po jedyne powstałe S4 7-litri, z silnikiem o pojemności 6943 cm3 z Iso Grifo. Przepiękne wzornictwo, świetna technika, potężne jednostki napędowe i zaraz obok, nie bez kozery, Bizzarini P 538.
Także, jeżeli czujesz klimat kurzu, tureckich dywanów, manekinów ubranych w stroje z epoki i chcesz przy okazji zobaczyć naprawdę obszerny przekrój dobroci motoryzacji z całego świata, to polecamy Fichtelberg.
Alfa Romeo Giulia Nuova
Nasza bohaterka to Alfa Romeo Giulia Nuova, po raz pierwszy zarejestrowana w 1975 roku. Nuova, czyli finalna wersja – jedyna z czarną atrapą chłodnicy, jedyna z zagłówkami, centralną konsolą i drewnem na desce rozdzielczej. Bez wątpienia jeden z najwspanialszych sportowych, rodzinnych sedanów, jakie kiedykolwiek zbudowano. Ma dwuwałkowy silnik o pojemności 1,3 l, dwa bocznossące gaźniki Dell’orto i mnóstwo wigoru. Nawet tu, w górskim rejonie, radzi sobie świetnie.
Jaka Julka jest na drodze? Niezwykle żwawa. Pięknie brzmi. I naprawdę niewiele pali. Utrzymując prędkości autostradowe rzędu 120-140 km/h, we wnętrzu nie jest zbyt głośno, a spalanie z trasy to rewelacyjne 7,5 l /100 km. Spalanie oleju? Na tym dystansie 2 l 10W / 40, co biorąc pod uwagę utrzymywane przez wiele godzin prędkości obrotowe rzędu 5000 obr. / min, jest bardzo dobrym wynikiem. Można w niej pomyśleć o wymianie synchronizatorów w skrzyni, lecz jeżeli potraficie jeździć wyrównując obroty pomiędzy zmianą biegów, nie stanowi to problemu. Inne usterki? Wypada zajrzeć w aparat zapłonowy, bo pomiędzy 3,5 tys. a 4 tys. obr./min przestała chodzić płynnie. Czujnik ciśnienia oleju – raz działa, raz nie. Biorąc pod uwagę fakt, że to auto nie było eksploatowane od 1987 roku, test był imponujący i Alfa zdała go wzorowo.
Podsumowanie
Pojeździliśmy fest. Od zakupu na wysokości Neapolu, przez wybrzeże Adriatyku, piękne okolice jeziora Como, aż do Poznania. To była prawdziwa przygoda, szczęśliwie bez technicznych wyzwań. Bohaterem auto, które po raz pierwszy zarejestrowane było w 1975 roku, a z dróg zjechało już w 1987, by powrócić na nie dopiero teraz. Jeżeli zastanawiacie się, jak to jest możliwe, że Alfa Romeo Giulia Nuova tak daje radę, a inne, w którym sprzedawca Was zapewnia, że wszystko jest tip top, staje po 20 km… to najprawdopodobniej bardziej kwestia sprzedającego, niż samochodu.
Marco po ożywieniu zrobił przy niej wszystko po kolei. Zregenerowany bak paliwa, nowa pompa paliwa, nowe wszystkie węże i przewody, amortyzatory, nowy układ wydechowy, zregenerowany alternator, zaciski hamulcowe, nowa kopułka, palec, świece, oczywiście wszystkie płyny, opony. Gdyby nie fakt, że widzieliśmy to auto dwa miesiące wcześniej, kiedy dogadaliśmy zakup, nie zdecydowalibyśmy się na taką podróż.
Mamy to! Teraz już wiemy, Alfa Romeo Giulia Nuova Super rzeczywiście jest super! W sumie po pokonaniu na kołach ponad 2700 km dotarliśmy do Poznania.
Co było dalej?
W ciągu kilku miesięcy eksploatacji znaleźliśmy miejsca do naprawy. Pod maskę trafił elektroniczny aparat zapłonowy 123Ignition, zregenerowaliśmy pompę paliwa i wymieniliśmy komplet elementów gumowych w przednim zawieszeniu. Auto zarejestrowaliśmy i po kilku miesiącach sprzedaliśmy. Szara Włoszka trafiła do nowego garażu w Trójmieście, gdzie z pewnością będzie miała ciekawe życie na zlotach i wycieczkach z nowymi opiekunami.





























